Fenomen

Stany Zjednoczone uchodzą w oczach niektórych za państwo niemalże idylliczne. Wydaje nam się, że ludzie są tam piękni, bogaci i szczęśliwi. Pomijając oczywiste stereotypy utrwalone przez hollywoodzkie produkcje, codzienne obserwacje wydają się stać w opozycji do tych spostrzeżeń. Przede wszystkim, Amerykanie regularnie chodzą do psychologów i psychoanalityków. Świadczy to o kilku rzeczach. Po pierwsze muszą się czuć niepewni swego, zagubieni i nieszczęśliwi. Po drugie prawdopodobnie ich więzi z rodziną i znajomymi muszą być dużo luźniejsze niż wśród Polaków. Wydaje mi się, że głównym powodem chodzenia do psychoanalityka jest to, że nie mamy do kogo się zwrócić i komu wygadać. W większości przypadków naszych rozterek pomoże szczera rozmowa z przyjacielem. Jeśli nie ma się takiej osoby, wtedy pojawia się problem. Jak to więc jest, że w tak „idyllicznym” kraju jak Stany Zjednoczone ludzie są generalnie nieszczęśliwi? Jest to dla mnie fenomen. Może powodem jest właśnie postęp i pogoń za pieniędzmi?